Czytasz wiadomości wyszukane dla zapytania: nauka magi





Temat: Nie lekcewaz glupka
Nie lekcewaz glupka
Ja glupkow dziele na inteligientnych i tych co maja szczescie. Z glupkiem
ciekawie sie rozmawia nigdy sie nie wie co on powie. Glupek nie musi miec
glupkowatych mysli. Istnieje teoria myslakow. Myslak to taki jamochlon
(mysl), ktora niewiadomo jak i kiedy przylepia sie do mozgu. Myslak jest
cialem niemyslacym. Myslaki maga byc madre i glupie .
Nie mozna wykluczyc, ze do glupka przylepi sie madry myslak i wtenczas glupek
nie bedzie glupkiem. Mozna zaryzykowac twierdzenie, ze madry to jest taki,
ktory poluje na glupka z madrym myslakiem. Taka pijawka, ktora wysysa z
glupka wszystkie madre mysli.Po internecie chodza takie pijawki, ktore
poluja na glupkow aby wyssac z nich madre mysli. Glupki przmyslcie to i
wyciagnijcie glubie wnioski. Madre wnioski mozna podejrzec.Myslcie tylko jak
zostac prezydentem, premieram, marszalkiem bo dzisial te funkcje sa tyko dla
was. Zorganizyjcie parade glupkow, tylko ta lisbija was nie poprze bo nie
jestescie miniejszoscia. W kazdym razie zrobcie demonstracje przed Akademia
Nauk bo oni psuja wasz szlachetny wyglad. Ja zatrudniam tylko glupkow bo
madrym tam tylko ja jestem. Im jestes glupszy tym wieksza masz place. Jak ide
do pubu lub na rozrywki to chce byc glupkiem i w sposob glupi wydac te
kilkaset groszy. Glupim byc to przyjemnie. Klasyczny glupek nie jest zlosliwy
i wulgarny. Tu podziwiamy pewnego glupka rodaka. Wygral $ 30 milonow i przez
rok nie pobieral wygranej. Na pare dni przed koncem przyszedl i z wielka
niechecia pobral wszystko.Tlumy dziennikarzy pytaly sie go dlaczego. Bo
musialem dojrzec do tej slodkiej tajemnicy . Ale szlachetny, odpowiedzieli
dziennikarze. Potem zniknal ale pojawily sie trzy jego zony . Szlachetny byl
bigamista i byl glupkiem do ktorego przykleil sie myslak.Prawdopodobnie nie
byl madry.
NONAWENTURA SOLSKI






Temat: Książki Terry'ego Pratcheta :)
Ha!
Terry Pratchett rewelacyjnie opisuje nasz świat, choć może dla niektórych zbyt
łopatologicznie? ;-)

Oczywiście, że najlepsze są "Trzy wieźmy", nawet jesli sie nie czytywało
Szekspira, ale generalnie te książki są dla ludzi inteligentnych, i mających
jaką taką wiedze ogólną i rozeznabnie w nowościavh, głównie z dziedziny nauk
przyrodniczych. Dziecko zdecydowanie nie załapie wszelakich rozlicznych
dygresji i aluzji. Terry Pratchett jest trochę jak Umbetrto Eco i jego
powieści - każdy znajdzie coś dla siebie i każdy będzie się bawił na innym
poziomie abstrakcji. Można się śmiać z "Eryka" bez znajomości "Fausta", można
czytać "Piramidy" nie wiedząc nic o straożytnynm Egipcie, a "Muzykę Duszy" nie
mając pojęcia kto to był Buddy Holly, ale jeśli sie to wie, to tym lepiej. Oraz
dlaczego truch skrzydeł motyula nad ASmazonką powoduje descz i burze na drugim
krańcu Dysku. Etc, etc.

Pratchett oprócz kolosalnego poczucia humoru ma jeszcze unikalną zdolność
reakcji na bieżące wydarzenia, odkrycia i teorie i wplatania ich w fabuły
swoich książek. No, przecież Gardło Sobie Podrzynam Gilbert (sprzedawca
kiełbasek w bułce) znany jest w tym czy inmnym wydaniu każdemu z nas, każdy
takiegio giościa w życiu spotkał. Mnie on przypomina Miolo Midenbindera
z "Paragrafu 22", porównywalne zdolności biznesowe :-))

A jak prawdziwe psychologicznie są jego postacie!
Im więcej wiesz, tym Bardziej będzie Ci się podobał świat Dysku.

Jesli chodzi o kolejność, ja czytałam po kolei, jak zaczniesz od środka możesz
nie wiedzieć, np, dlaczego Bibliotekarz Niewidodocznego Uniwersytetu jest
Orangutanem i zadać błędne pytanie dlaczego orangutan jest bibliotekarzem. Uuk!

Do moich ulubionych należą, oprócz widźm, jeszcze "Kolor magii" i "Blask
Fantastyczny', 'Kosiarz", "Piramidy", "Straż, Straż" i "Zbrojni" (Marchewa jest
genialny) i "pomniejsze bóstwa". Teraz czytam tę o Chinach (Ciekawe Czasy).

Jeśli chodzi o Pratchetta w oryginale - tak, zdecydowaniew godny polecenia, ale
z uwagą, że trzeba naprawdę dobrze znać język, bo jest trudny, można stracić
parę niezłych aluzji wplecionych delikatnie w tekst. Pełno idiomów. Polecam dla
pasjonatów.





Temat: Najdłuższa Podróż
Najdłuższa Podróż
Główną bohaterką programu jest April Ryan (ta od szeregowca Ryana?), zwykła,
szara "myszka" żyjąca sobie gdzieś we wszechświecie, studiująca sztukę i
mająca słodkie 18 lat. Otaczają ją dwa światy - jej macierzysty Stark i
niemacierzysta Arkadia. Ten pierwszy jest światem nauki, postępu i
cywilizacji, drugi zaś wypełniony jest magią i baśniowymi krajobrazami. Są one
światami alternatywnymi, przeciwnymi sobie. Ich wzajemną harmonię zapewnia
jednak mityczna Równowaga strzeżona przez dwunastu Strażników zamieszkujących
Pomiędzy. Niedawno jednak jeden z nich opuścił dom i wyruszył przed siebie.
Istniejącą od wieków harmonię zaczyna niszczyć mroczny chaos. Wtedy właśnie
Ryan odkrywa w sobie moc Zmiennika, osoby zdolnej przekraczać granicę pomiędzy
światami, to jest wędrować z jednego do drugiego. Moc ta przyda jej się
podczas misji ratunkowej.
Silnik gry wyświetla 16- lub 32-bitowy kolor w rozdzielczości 640x480 (autorzy
rozważają wprowadzenie wyższych rozdzielczości). Wykorzystuje on wszystkie
akceleratory 3D poprzez Direct3D, co umożliwia tworzenie postaci składających
się z ponad 1000 wieloboków przy wykorzystaniu techniki motion-capture.
Ciekawostką jest, iż wszystkie postacie obecne w grze (a będzie ich około 60),
mają z góry ustalony stosunek do Ryan, co doda grze pikanterii :). Ponadto
dialogów jest na tyle dużo, że zaczną się powtarzać dopiero za trzecim czy
czwartym podejściem do "Longest Journey". Czas potrzebny na przejście gry
wynosi, zdaniem Funcom, jakieś 50 godzin, co daje niezły wynik, zważywszy, że
w programie pojawia się aż 150 lokacji. Muzyka stworzył "prawdziwy" muzyk,
mężczyzna od orkiestry i dyrygowania, co gwarantuje jej odpowiedni poziom.
Acha - zapomniałem napisać o RPG. Jak wiadomo, komputerowy świat oszalał na
punkcie RPG-owych elementów w grach. Także i w dziele Funcom znajdziemy ich co
nieco. Będzie pokaźne Inventory do przeglądania, będą rozgałęzione dialogi do
wygadania, grubaśnie książki do czytania, napoje do mieszania, potworki do
zlania, zagadki do rozwiązania... Mimo wszystko "Longest Journey" będzie
przygodówką, i to najprawdopodobniej dobrą przygodówką.




Temat: Kogo tępiła Inkwizycja
Dlaczego laikom odmawia się kielicha?
Chello napisał:
To byl drugi odlam husytow ktory chcial kompromisu z KK i z reform
glownie komunie pod obiema postaciami. Dzisiaj KK praktykuje taka
komunie ale lekarze sa przeciwni piciu wina z tego samego kielicha
ze wzgledu na infekcje. Babtysci maja oddzielne kielichy i pija sok
winogronowy. Problem w tym ze dla nich komunia nie jest sakramentem,
podobnie jak dla Jerzego a wiec rozlanie soku na podloge nie jest
bezczeszczeniem.

Gdzie kościół katolicki praktykuje komunię pod obiema postaciami? Najwyżej w
sytuacjach szczególnych, ale ogół wiernych tylko patrzy jak ksiądz częstuje się
winem, a właściwie krwią Pana Jezusa, bo jeśli magia transsubstancjacji
zadziałała, to w kielichu nie ma juz wina, lecz krew.

To magiczne myślenie sprawiło, że zaczęto się troszczyć o to, aby żadna
kropelka krwi Jezusa nie spadła na ziemię, co by oznaczało jej zbeszczenienie.
Podobnie, specjalnie chroniono nie zjedzoną podczas komunii hostię, która już
po transsubstancjacji miała się stać ciałem Jezusa. Trzeba jej było chronić,
aby przypadkiem jej myszy nie zjadły.
Kapłan nadal ma moc, aby zamknąć takiego Pana Jezusa w pudełku na ołtarzu, albo
wynieść go raz w roku na ulice miast podczas procesji Bożego Ciała. Doprawdy
wielka jest moc katolickiego księdza - zamienić wino i chleb w krew i ciało
Jezusa, a następnie zamknąć Jezusa w pudełku.

Widzę, że jesteś zwolennikiem tego średniowiecznego myślenia.

A jeśli idzie o stanowisko lekarzy, to od kiedy kk się nim przejmuje? Od kiedy
to opinie lekarskie mają wpływ na naukę KK?

A co z poleceniem Pana Jezusa: pijcie z niego wszyscy?
Czy w średniowieczu też opinie lekarzy były brane pod uwagę?

Niektóre kościoły rozwiązały ten problem w ten sposób, że jeśli ktoś ma problem
picia ze wspólnego kielicha, otrzymuje oddzielny malutki kieliszek z winem.

Jerzy



Temat: NBA: McGrady w Houston
No, teraz dla McGrady’ego nadchodzi test prawdy: z tak markowym trenerem jak
JVG, z dobrymi role players (jeszcze na PG zaangażują B. Barry’ego, Hudsona lub
Fisha), a przede wszystkim z Yao pod koszem – jeśli z tym składem nie powalczy
o mistrzostwo, to nie powalczy już nigdy. Warto dodać, że będzie miał o niebo
lepiej niż Kobe z Shaqiem pod względem harmonii w drużynie, bo Ming jest
ostatnim, który kłóciłby się z nim o piłkę, tak jak nie kłócił się z Francisem
i Mobleyem, graczami mniejszego przecież kalibru niż T - Mac (jest nawet za
mało asertywny i wobec kolegów ze składu, i wobec przeciwników z punktu
widzenia dobra drużyny, ale to inny temat). Za to pretensje za niepodawanie do
Chińczyka może mieć Van Gundy, którego zdyscyplinowany i wolny system gry i tak
niezależnie od tego może być trudny dla McGrady’ego. Na razie ten ostatni
zapodał ciekawy cytat skierowany do Yao: „Bring me the championship”. Można go
odczytać pozytywnie – jako zamiar nienaruszania należnej Mingowi pozycji w
drużynie, albo negatywnie – jako kolejny przejaw pasywności (niech kto inny
załatwi mi mistrzostwo…), o którą często oskarżany jest koszykarz nazywany
wymownie „Big Sleep”.

W każdym razie gratulacje dla Rockets za stworzenie duetu, który ma szanse na
porównania z parą Drexler – Olajuwon (Yao nigdy nie będzie nawet w przybliżeniu
tak dobry jak Dream, ale i tak niedługo będzie najlepszym C w lidze, a T – Mac,
jeśli weźmie się za siebie, może nieco przewyższyć Drexlera). A Wy, szanowni
forumowicze, nie koncentrujcie się na tym, że może w tym 1 dealu Rockets nie
wzmocnili się od razu o dwie klasy (wiadomo, McGrady > Francis, ale Cato =
Howard, a Mobley > Lue + Gaines), ale na tym, jakie on stwarza ogromne szanse
na dalsze wzmocnienia w przyszłości, budujące zespół w najbardziej sprawdzony
sposób: wokół dominującego duetu inside – outside (jak w/w wcześniejszy tandem
Rakiet albo Cousy – Russell, West – Chamberlain, Robertson – Kareem, Magic
Kareem, Shaq – Kobe…).
Natomiast Orlando, w przeciwieństwie do sytuacji z Shaqiem, zyskało coś na
odejściu kolejnej supergwiazdy: Francis, Mobley i Cato to w końcu 3 starterów,
w tym 1 All – Star. Tylko patrząc na to, co było z Yao, trudno uważać, że Cat i
Franchise będą dobrymi partnerami i nauczycielami dla D. Howarda: zawodnika
jeszcze młodszego i bardziej wymagającego pomocy i nauki.

Pzdr




Temat: 26.03.1979
Janusz,jeśli nadal Cię to trapi to M.Brzoza na swojej stronce podała nr.telefonu.
Mozesz sie z nią skontaktować.Chyba ,ze też coś z nim( numerem) nie tak.
"wiedza ze źródeł dostępnych w handlu jest niepełna i nie wchodzi w szczegóły,
> nie opisuje wyjątków, dlatego też uważam że wiedza Pani Brzozy jest
> zaczerpnięta z ksiażek a nie od nauczyciela.. Po prostu kopia a nie
> doświadczenie"
Janusz,żaden numerolog nie będzie sobie podcinal gałęzi na której siedzi.
Szczegóły , wyjątki poznasz za odpowiednią cenę korzystając z kursów ( to chyba
nie jest Ci obce).Ta szczegółowa wiedza jest warta więcej niż cena jednej
ksiażki, która jest dobrą inwstycJą o ile zachęci ludzi do pobierania nauki na
kursach bądź ewentualnie zachęci do skorzystania z profesjonalnej usługi
sporządzenia Portretu NUmerlogicznego.
Faktem jest ,ze interpretacja 1-ki zaczerpnęta ze strony BRZOZY jest żywcem
zerżnięta z ksiązki GLADYS LOBOS"Twój portret czyli Magia Numerologii".
Jak będe miałą trochę więcej czasu to przedstawię to na forum. Autorka nawet się
specjalnie nie sili na jakiś poważniejsze zmiany , przepsuje prawie zdanie po
zdaniu , co najwayżej robiąc drobne przekszatłcenia poszczególnych zdań.
No nei wiem, może uzyskała na to zgodę G.LObos, w innym wypadku byłoby to
istotnym naruszeniem praw autorskich, bo mamy niewątpliwe doczynienie z plagiatem.
Tak sie zastanawiam, Janusz,gdyby tak zlustrować naszych rodzimych numerologów
to czy nie okazałaby się ,ze jak Brzoza zżynają z innych.
Ciekawe co jest takiego nowatorskiego w ich interpretacjach?(jeśli w ogóle jest)
Szkoda ,ze to jest tak trudne do zweryfikowania. Mamy Brzozę na celowniku bo się
wystwiła.Reszta póki co jest niewiadomą.
Szkoda ,ze Wilda Kowalska nie wydała żadnej ksiązki.
Póki co cieszę się ,ze jestem w posiadaniu ,ksiązki M.BRZOZY "NUmerologiczny
słownik imion" i mam zamiar kupić sobie NUmerologia-Kody reinkarancji".
Na pewno nie są to stracone pieniądze.

Ci , którzy biegle posługują się językiem angielskim mogą uczyć się numerologii
ze stron w j.angielskim, bądź innym - nie muszą się ograniczac tylko do polskich
stron.
Pozdrawiam




Temat: Uczenie się słówek
Thanks Steinbock. Zobligowałaś mnie do zainteresowania się czasownikami.
Zamówiłem już jakąś książkę "501 Hebrew verbs". Teraz myślę nad jakąś
gramatyką. Apropo rdzeni to dla mnie - czarna magia. Wiem tyle że od nich
pochodzą wyrazy i że są one najczęściej 3literowe i nic poza tym. Nie wiem
czemu one służą. Czy wskazują na podstawowe znaczenie? Czy poznawanie ich jest
konieczne? Czy są reguły rozpoznawania rdzeni. Często przecież zupełnie inaczej
one wyglądają niż wyraz pochodny. I to chyba najgorszy kłopot. Mój słownik
niestety chyba ich nie podaje. Spotkałem się z nimi jedynie przy słowniku
biblijnym. Kwestią dość kłopotliwą przy słówkach jest ich wieloznaczność. Przy
polskich słowkach tak szerokiego wachlarzu znaczeniowego nie spotkałem jak to
jest w hebrajskim. Duże wrażenie zrobiło na mnie używanie do tego samego słowa
(lub rdzenia?) zarówno znaczenia przymiotnika jak rzeczownika. Spotkałem się z
tym bodajże przy słowniku biblijnym. Rany, mam nadzieję że współczesny język
hebrajski jest bardziej jednoznaczny.
Abstrachując od słówek, ciekawą kwestią jest jeszcze używanie imiesłowów w
znaczeniu nie wiadomo jakiej części mowy (czasownika rzecz...?!) i zamiast
czasów aspektów w jęz biblijnym. Czy współczesny hebrajski też zachował te
cechy? Może dowiem się czegoś z jakiejś gramatyki. Przyznaję teraz rację
Chamorczikowi, gramatyka to cenna i ważna rzecz. Same osłuchanie sie nie
wystarczy. Zauważyłem to dziś po filmie E.T. w wersji hebrajskiej. Próbowałem
czytać wyrazy dubbingowane ale nic z tego. Dla mnie to torpedowe tępo. Ale taki
sposób nauki też chyba jest dobry. Steinbock tego się nie spodziewałem, że
nawyki "hebrajskie" osłabić mogą odbiór polskich tekstów. Ale jeżeli byś mi
jeszcze powiedziała, że czytasz teraz szybciej po hebrajsku to będę w szoku.
Szczególnie dlatego iż mniemam że pierwszym twoim językiem był polski. Ach to
niewiarygodne. Widać, że wszystko jest możliwe. Wszystko przede mną.
Ulpan to rzeczywiście najlepsze rozwiązanie, ale niestety z tym muszę jeszcze
poczekać(moja wiedza o hebrajskim narazie jest kosmicznie mała, a płynność w
wypowiedziach, w angielskim też pozostawia dużo do zyczenia - przyznaję miałbym
stracha). Pozdrawiam.



Temat: Moja historia...
nataliaoreiro napisała: ale chociaż

Już wiem, że chciałabym iść na
> psychologię. W przyszłości chciałabym pomagać takim ludziom jak my.

poziom psychologii jest niski, już lepiej udać się na syberię i pobierać nauki
od miejscowego szamana, przynajmniej nauczysz się hipnozy i na tym będziesz
zbijać kasę.

Ostatnio tylko się przełamałam i poszłam do szkolnego psychologa.
> Mam wrażenie, że ona gówno sie zna na tej fobii,zwolniła mnie z tańczenia na
muzyce przy całej klasie:)

szkoli psycholodzy z reguły są do niczego, w ogóle ludzie po psychologii
niewiele wiedzą, a jeszcze gorzej jest u nich z praktycznym wykorzystaniem
wiedzy, umieją tylko gadać o problemach, ale żeby je rozwiązać to już czarna
magia. Chociaż ta twoja szkolna psycholog nie jest aż taka głupia, przynajmniej
cię zwolniła.

Nie mam juz sił, żeby z tym wszystkim walczyć, jednak samobójstawa
> nie popełnię, a to dlatego, że jestem osobą wierzącą i boje się
> piekła. A samobójstwo to ciężki grzech. Boję się też co ludzie
> pomyślą o mnie po śmierci.

należy się zastanowić czym jest samobójstwo i czy rzeczywiście po jego
popełnieniu idzie się do piekła. Osoby które się nie targnęły na życie (nie
podcięły sobie żył, nie powiesiły, nie skoczyły z mostu, nie przedawkowały
tabletek) ale zapadły na chorobę i nie podęły z nią wali wskutek czego zmarły
również zalicza się grona samobójców. Czy one również miały by pójść do piekła
bo już tego nie wytrzymały, bo problem je przerósł?
Umierać należy świadomie i pogodnie (nawet samobójcy), po wyjściu z ciała musisz
wiedzieć, że nie żyjesz inaczej możesz stać w oknie aż do momentu w którym twoja
śmierć była zaplanowana (czyli moze rok a moze kilkanaście lat). Poza tym
widzisz ludzi wokół siebie, próbujesz się z nimi skontaktować, nie rozumiesz
dlaczego cię nie widzą i nie odpowiadają na pytania. Dlaczego umysł ma być
pogodny i świadomy podczas umierania, bo po śmierci zamiast światła można
zobaczyć ciemność i inne nieprzyajne byty, które zostały ściągnięte bardzo
ciemnymi myślami przez umierającego. Nie widać tez przewodnika, który normalnie
jest po śmierci i czeka aż pozwolimy się odprowadzić na drugą stronę. On tylko
tego od nas chce.
Spepuku samobójcza śmierć samuraja - oni w ten sposób ratowali swój honor,
umierali godnie, na tamten świat ani w następne życie nie przenosili złych
emocji, które miały by im towarzyszyć podczas powtórnych narodzin. Anioł śmierci
zawsze jest gotowy. Tak mówi jedna z teorii.




Temat: kontrowersyjne?
Urodzili się
1319 - Jan II Dobry, król Francji (zm. 1364)
1843 - Stanisław Teofil Rybicki, polski lekarz, filantrop (zm. 1920)
1844 - Anatole France, francuski pisarz (zm. 1924)
1867 - Wilbur Wright, amerykański konstruktor samolotów i pilot (zm. 1912)
1886 - Ernst Thälmann, niemiecki działacz komunistyczny i polityk (zm. 1944)
1889 - Charlie Chaplin, angielski reżyser, aktor, scenarzysta i producent (zm.
1977)
1894 - Jerzy Spława-Neyman, amerykański matematyk polskiego pochodzenia (zm.
1981)
1899 - Osman Achmatowicz, polski chemik tatarskiego pochodzenia (zm. 1988)
1903 - Teodor Goździkiewicz, polski pisarz (zm. 1984)
1921 - Peter Ustinov, brytyjski aktor (zm. 2004)
1927 - Benedykt XVI, właśc. Joseph Ratzinger, niemiecki duchowny katolicki,
kardynał, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, papież
1934 - Halina Snopkiewicz, polska powieściopisarka i tłumaczka (zm. 1980)
1935 - Bobby Vinton, amerykański piosenkarz polskiego pochodzenia
1939 - Dusty Springfield, brytyjska piosenkarka (zm. 1999)
1940 - Małgorzata II, królowa Danii
1947 - Kareem Abdul-Jabbar, amerykański koszykarz
1949 - Tomasz Marzecki, aktor dubbingowy, lektor i narrator.
1954 - Ellen Barkin, amerykańska aktorka
1955 - Kool Herc, amerykański muzyk
1960 - Rafael Benítez, hiszpański trener piłkarski
1969 - Wojciech Pilichowski, polski muzyk, basista
1981 - Lukaą Dryml, czeski żużlowiec
a także:
Margot Adler - specjalistka od pogańskiej magii
Catherine Allegret - aktorka, córka Simone Signioret
Walter Baade - astronom, m.in. odkrywca planetoidy Ikar
Joanne S. Clancy - astrolog
Merce Cunningham - tancerz i choreograf
Henry Mancini - kompozytor, aranzer i dyrygent
Margrethe - królowa duńska
Victor Puiseux - matematyk i astronom
Paul Santy - biskup francuski
Marguerite Steinheil - sławna francuska kurtyzana
Leo C. Tindemans - premier Belgii
Tristan Tzara - poeta, eseista
George Wilde - brytyjski astrolog
i wielu innych.

Bogdanka12, manipulujesz faktami. Twój wybór jest wyraźnie tendencyjny, z
polityków wybrałas wyłącznie jeden typ. Tak można zrobić z każdą datą. Ani
jeden z wymienionych nie urodzil sie 16 kwietnia.
Kim Ir Sen - 15.04.1912
Nikita Chruszczow - 17 kwietnia 1894
Bolesław Bierut - 18 kwietnia 1892
Saddam Hussain - 28 kwietnia 1937
Adolf Hitler - 20 kwietnia 1889 (nie pozniej, tylko kilka dni przed Husseinem)




Temat: czy ktos byl w DISNEYLANDZIE pod Paryzem?
Można kupić pakiet: 2 noclegi i 3-dniową wejściówkę. Ale to dość drogo
wychodzi... My mieszkaliśmy w Paryżu w hotelu St.Quentin (www.paris-
hotel-saint-quentin.com/index.html - rezerwacja przez internet, zaliczka płatna
kartą VISA) niedaleko dworca Gare du Nord. Dojazd do Disneylandu zajmował nam
około 40 minut RERem. Z Gare du Nord trzeba było jedną stację przejechać
metrem, żeby wsiąść do właściwego RERa. Gdy kupujesz bilet jednodniowy, musisz
zdecydować, który park wybierasz: Disneyland Park czy Walt Disney Studio. Kilka
Euro więcej i możesz obejrzeć oba parki jednego dnia (ale nie zdążysz).
Ja bym proponowała, co następuje: pierwszego dnia pójść do Walta Disney Studio
(obejrzeć MotoShow, przejechać się kolejką Aerosmith, obejrzeć Cinemagik i
Animagik - nie wiem, jak to się pisze :(, przejechać się kolejką - nie pamietam
nazwy - żeby obejrzeć "trzęsienie ziemi", wziąć udział w nagraniu scen do
Armageddonu). Od 17:00 można przejść do Disneyland Park, który zamykają o 20:00
(pamiętaj, żeby przy wyjściu z Walt Disney Studio postawili Wam pieczątki). Tam
warto zrobić rekonesans - np. objechać kolejką, ale nie z głównego dworca koło
wejścia a np. z Frontier Land. Mapki parków są przy wyjściu. Następnego dnia
już wiadomo, co chcecie obejrzeć (zależy od wieku dziecka i Waszych
zainteresowań). Polecam pokaz 3D "Kochanie, zmniejszyłem widownię!". Do kilku
atrakcji mozna wziąć tzw. Fast Pass - tj. bilet na wejście w określonym
przedziale czasowym, wtedy omijasz kilometrowe kolejki.
A co do innych atrakcji Paryża: nie warto jechać do Muzeum Nauki, polecam
Muzeum Magii. Żałuję, że nie byliśmy w Wersalu (w niedzielę jest tam
pokaz "Tańczące Fontanny") i w Parku Asteriksa.

Jeśli masz pytania, pisz: dagbe@op.pl

Pozdrawiam,
Dagmara



Temat: dwa dyski i dwa systemy (XP i Mandrake 9.1)
manifest
> beny, troche wiary w ludzi:)

niedawno ja stracilem.

Poza tym doszedlem do wniosku ze podobnie jak nie kazdy musi miec skonczone
studia, nie kazdy musi uzywac Linuksa. Niech sie mecza na innych systemach,
lamerstwo i tak niewiele wspomoze srodowisko "open", a na wszelakich listach
sieje tyle smiecia pseudoinformacyjnego, ze wlasnie przestalem namawiac do
linuksa. Im predzej se odpusci tym lepiej dla innych ktorzy naprawde przetrwali
i nie pytaja sie o dystrybujcje, gruba, lilo, instalacje na drugim dysku, AVE64,
nvidie, itd.

Ludzie nie sluchajcie tych "pingwiniarzy" oni wpuszczaja was w maliny. Raz
zainstalowany linuks wypali dziury w twardym i nie da sie go odinstalowac,
zespsuje wasze karty sieciowe, jego otwartosc sprawi ze caly swiat bedzie
wiedzial jak sie wlamac do waszych danych i kont bankowowych. W linuksie
instalacja programowania wymaga perfekcyjnego japonskiego i czytania w nim setek
stron dokumentacji. Srodowisko graficzne to jedna obledna pomylka, wolne i
beznadziejnie wygodne, eee niewygodne (naturalnie). Lepiej nie traccie czasu na
szukanie softow wam odpowiadaacych pod Linuksa. Wlaczcie swoje emule, kazy i dc,
wpiscie nazwe ulubionego softu, filmu i ciescie sie tym co macie. Zamiast
sleczec nad zagadkowa kompilacja waszych jader.

Linuks to czarna magia tylko dla doktorow nauk informatycznych, po wieloletnich
studiach w temacie, tudziez dla pryszczatych okularnikow.

Linuks to beznadziejny system, pod ktorego nie ma Internet Explorera waszej
ulubionej przegladarki (te screenshoty ze dalo sie to uruchomic pod wine - to
cyfrwoe szalbierstwo). Nie przejmuwaliscie sie do tej pory wirusami, trojanami,
pornostronami i dialerami, to nie bedziecie sie przezciez przejmowac dalej. POza
tym napiszecie o swoim problemie na portalu gazety i zaraz jakas dobra dusza ala
JP, piecyk, dominik (w sprawach wlamow na linuksy - pierwszorzedny specjalista)
i inny milosnicy softu z redmond pomoga wam wskazujac kolejny soft czyszczacy
brudy po sofcie ktory sami sobie z wlasnej przezciez woli zainstalowaliscie.

Jeszcze raz apeluje linuks to syf, dajcie se spokuj. Tym nielicznym, ktorzy upra
sie i zostana przy linuksie polecam google i lekture rtfm.bsdzine.org/
a potem forum i newsy.




Temat: Lazuryt 1.X - 20.X
Lazuryt 1.X - 20.X
Lazuryt

- kapłani Majów wróżyli Lazurytowi długie, szczęśliwe i dostatnie życie. Jest
zgodny i życzliwy dla ludzi, pogodny, z wiarą patrzy w przyszłość. Obca mu
chorobliwa ambicja i żądza władzy. Pieniądze są d1a niego tylko środkiem do
celu, cieszy się nimi, jeśli może z nich korzystac i urządzić sobie elegancko
mieszkanie, czy kupić niezły samochód. Lazuryt prowadzi bogate życie
towarzyskie, uwielbia przyjęcia, dancingi i wernisaże. Nie potrafi obejść się
bez ludzi, pozostawiony sam sobie popada w melancholię. Pragnie być
adorowany, podziwiany i najważniejszy. Nie przychodzi mu to z trudem, gdyż
cieszy się powodzeniem towarzyskim ze względu na swe rozliczne zalety. Ma
poczuci] humoru, jest taktownym dyplomatą, obsypuje komplementami,
interesująco i barwnie opowiada skupiając uwagę słuchaczy. To typowa dusza
towarzystwa, niepowtarzalny wodzirej; świetnie tańczy i potrafi śpiewać.
Znany jest jako wytrawny organizator wystawnych przyjęć. Lazuryt jest dobrym
przyjacielem dla przyjaciół, ale antagonistów zwalcza bezlitośnie. Jest
apodyktycznym egocentrykiem, który zawsze musi mieć rację. Lubi dobre
książki, naukę, pragnie przez całe życie pogłębiać wiedzę, chętnie też uczy
innych. Jego pasją jest magia, wróżby, wszystko co tajemnicze i nieznane. Ma
bardzo dobrą intuicję, zakrawającą czasem na jasnowidzenie. Lazuryt długo
zachowuje młodzieńczy wygląd, dba o ( i tak dobrą ) kondycję fizyczną, lubi
sport. Przepada za podróżami, fascynują go dalekie, egzotyczne kraje. Z
Lazurytem lepiej się zaprzyjaźnić, niż w nim zakochać, gdyż życia rodzinnego
nie stawia na pierwszym planie. Nie uznaje poświęceń i rezygnacji z własnej
wygody, nudzi go szara codzienność. Jest bardziej przywiązany do rodziców niż
do małżonka. z reguły późno wstępuje w związki małżeńskie, wyznając zasadę,
iż należy korzystać z życia jak najdłużej. Cieszy się dużym powodzeniem u
płci przeciwnej, często przez małżeństwo awansuje społecznie i materialnie.
Pani Lazuryt jest ładna, a przy tym potrafi doskonale podkreślić swoje walory
i umiejętnie zatuszować niedostatki urody. Jest kokieteryjna, sympatyczna i
co niezbyt często zdarza się - przyjacielska wobec kobiet. Jako pani domu
potrafi stworzyć niepowtarzalną atmosferę, urządza wspaniałe przyjęcia, ale
nie radzi sobie z obowiązkami domowymi. Mały Lazuryt jest wesoły, pełen
wdzięku, rozpieszczany przez całą rodzinę. Ładnie mówi i szybko uczy się
dobrych manier.




Temat: Szwecja - kilka pytan...
Szwecja - kilka pytan...
Witam
czytajca to formu coraz wieksze zaczynam miez watpliwosci czy dobrze robimy
przeprowadzajc sie do szwecji...
moj maz juz od miesiaca jezt w szwecji dostal tal leglana prace jako inzynier
zarabia ok 20 000sek netto a ja i dwojka naszych dzieci (2,5 rokui orac 7
miesiecy) jestesmy jeszce w polsce ale w okolicahc czerwca - lipca zamierzamy
dolaczyc do meza

bede baaardzo wdzieczna za odpowiedz na kilka pytan:

1. wyczytal tu ze pierwszy PN numer ten na okres 6 miesiecy do niczego nie
uprawnia, wiec np nie moze maz nawet zalozyc sobie konta w banku albo
korzystac z opieki zdrowotnej jak szwedzi??
firma mezowi zlozyla podanie o PN w pierwszym dniu po przyjezdzie, ja
dzwonilam do ambasady i maz juz jest w rejestrze ale jeszcze mu numer nie
przyznali, jednak pani z ambasady kazala nam juz wyslad opowiednia dokumenty
zebymsmy ja i dzieci tez ten numer posiadali
rozmumiem ze bedzie to tez ten PN na pol roku??? na ktory nic nam nie
przysluguje, wiec to oznaca ze bede musiala placic za kazda wizyte u lekrza
wiecej niz przy norlanym ubezp.? czy w takim razie powinnam sobie jakis
solidny pakiet ubezpicz wykupic przed wyjazdem z polski przynajmniej na te
pol roku??

2. jesli w taikm razie numer jest niewazny czy moje dziecko moge zapisac do
przedszkola albo dostwac na nie zasilek?? czy znow musze czekac te kilka
miesiecy?

Na pocztaku bedziemy mieszkac w mieszkaniu znajomej ale nie bedziemy
posaidac kontraktu (dodam ze bedziemy mieszkac w Goteborgu) czy w takim razie
dzieci maga bez konraktu chodzic do przedszkola i czy mozemy na nie dostawac
zasilek

3. mam jeszcze pytanie dotyczace nauki szwedzkiego, czy dlugo sie czeka na
miejsce w tej darmowej szkole?

z gory dziekuje za pomoc i pozdrawiam
Ania



Temat: Nie zabijajcie instruktora w sobie....
Gość portalu: agmaa napisał(a):

> Nie tylko rzemiosło, dla mnie to zawód na pograniczu sztuki. Ale nie ważne.

z tym jest jak z wiekszoscia zawodow 'nauczyciela'. nauczyciel akademicki tez
jest na pograniczu sztuki rozumujac w ten sposob - rozwija sie, zdobywa
wiedze/umiejetnosci/nowe kwalifikacje - przekazuje to innym. z instruktorem
fitness chyba podobnie jest.

> A co do zajęć-shape czy choreo: jest podział i klient wybiera, są różne
poziomy
>
> zaawansowania. Z grupami choreo szłam od początku, od nauki step toucha-dla
> wielu osób to był problem, nowość.

tak by bylo idealnie, ale gdupa powinna razem zaczynac i razem sie uczyc
wszystkich krokow, a zadko kiedy kolejne zajecia sa kontunuacja poprzednich
zajec i w praktyce to raczej malo mozliwe by zebrac grupe na tym samym badz
zerowym poziomie zaawansowania.

Zgodzisz się jednak chyba z tym, że
> WSZYSTKIE zajęcia powinny prowadzone z głową i bezpiecznie.

to przede wszystkim.

> Oczywiscie-jest się dla klientów, ale czy ma to oznaczać klepanie w kółko
tego
> samego? Chaotyczne ćwiczenia bez ładu i składu? Musi być jakiś rozwój.

hmm. jakis musi byc. ja np widze 'rozwoj' swojej sylwetki - modelowanie
sylwetki, spalanie, rzezbienie - i taki jest glowny cel chodzenia na zajecia.
no moze nie glowny - na rowni z tym, ze robie to dla relaksu i przyjemnosci :)
(najczesciej na zajeciach typu body shape albo magic bar, bo wole takie od
dance, step i innych wymagajacych koncentracji nad krokami i choreografia)
oczywiscie cieszy mnie rowniez, ze juz mi sie nie placza nogi w czasie
rozgrzewki ;)



Temat: Uprzejma prośba do pedziów z forum.
O Krynico Wiedzy Wszelakiej, Mózgu Przeogromny, Słoneczna Strono Czarnej Magii,
Omnibusie Potrzykrotny, Kwiecie Nauk Na Różne Tematy, Trąbo Dobrej Nowiny,
Głosicielu Rzeczy Niezbadanych, Erudycjo Nieprzemierzona, Królu Komórek Szarych
i Tych Na Węgiel, Oświato Nasza Od Bałtyku Po Tatry, Ojca Rydzyka Spraw
Tajemnych Powierniku.. Nie godni my nawet stopami swemi kalać Ziemi Świętej po
której Ty stąpałeś. Otoż rozwiązałeś w jednej chwili Mroczną Tajemnice której
czeredy chamów naukowcami się - o parodio- zwani, nie rozwikłali przez całe
dziesięciolecia. To nic że teoria Twoja - o Boski- sypie się jak gruz,
jednakowoż nic to, skoro sam przekonan jesteś o swej racji. Mnie maluczkiemu,
wyjaśnij tylko- o Myślicielu- jak to się dzieje, że skoro homoseksualizm jest
genami podyktowan, zdarza się że bliżniaki jednojajowe- czyli nawet DNA takie
same mający- jeden może taki "chory" się urodzić, a drugi bestyja nic tylko za
dziewkami był latał? A może Ty - Eskulapie Naszych Czasów- masz już jaki
specyfik opracowany? Może tylko podzielić się swą wiedzą nie chcesz? Skoro tak -
O Zródełko Nadziej Przeklętych- wymień cenę jaką, może zbiórkę narodową zrobim?
Niech moje oczy kaprawe nie patrzą już na krzywdę Twoją, jak musisz znosić
obecność tych "homosi" w Zacnej Swej Bliskości. Głoś nam, głoś, -Panie
Dobrotliwy- jeszcze Swe Odkrywcze Teorie bom przekonan jest że za chwile się
dowiemy jak uleczyć tych na raka chromych, a gdy się dobrze wyśpisz- Nasza
Skarbnico- wierzę że nas zasrańców uświadomisz jak sprawić aby chłonki
odrastały tym którzy przez głupotę swoją je stracili pod pociąg choćby
wpadając. Pozostaję w dozgonnym podziwie: Sługa Twój Andrzej.



Temat: Stadion w Warszawie
Do Maria (aport pieniężny)
Drogi Mario, z reguły nie odpowiadam na zaczepki,ale ponieważ dotyczy ona mojej ulubionej gałęzi nauk
(ekonomii),dzieki której notabene się utrzymuję pozwalam sobie przytoczyć definicję słowa APORT
i proszę nie pisz o tym co znasz tylko ze słyszenia - ana pewno wystrzegaj się nieznanej sobie
terminologii bo gdzieś coś dzwoni ale na zajeciach nie uważało sie tak jak należy.
Bo po co ewentualnej spółce aport rzeczowy w postaci ziemii, im bedzie potrzebny zastrzyk finansowy.
mario29 napisał:
> jedna 'techniczna' uwaga tylko
>
> maciekl napisał:
> > Przecież można sprzedać tereny przy Konwiktorskiej i pieniądze jako aport
> przekazać na rzecz budowy wspólnego stadionu.
>
> Herezje wacpan wypisujesz .... Pieniadze jako .. 'aport' ??? Nie pisz o czyms o
>
> czym nie masz pojecia - a na pewno wystrzegaj sie nieznanej sobie terminologii
> (tym razem z zakresu czarnej magii pt ekonomia). Aport to wklad niepienieżny -
> aportem (czyli wkladem niepienieznym) moze byc np ziemia pod stadion.

Aport (z francuskiego apporte), wkład w utworzenie lub powiększenie majątku spółki, który daje prawo do
udziału w zyskach. Osoby fizyczne i prawne mogą wnosić: aport finansowy (inaczej pieniężny), aport
rzeczowy w postaci maszyn, hal produkcyjnych, licencji i patentów, oraz aport umiejętności, kompetencji
technicznych i zawodowych ? nie jest to część kapitału spółki, ale zmaterializowany w formie udziałów
założycielskich, daje udział w zyskach.
Aporty pieniężne i rzeczowe włączane są do kapitału spółki i mogą być uznane za wkład w tworzeniu lub
podwyższaniu jej kapitału.

Hasło opracowano na podstawie ?Słownika Encyklopedycznego Edukacja Obywatelska? Wydawnictwa
Europa. Autorzy: Roman Smolski, Marek Smolski, Elżbieta Helena Stadtmüller. ISBN 83-85336-31-1. Rok
wydania 1999.
Warto czasami coś poczytać poza "planet"



Temat: Bóstwo ateistów-nauka
Jednym z najczęściej używanych argumentów na wykazanie istnienia boga jest
pogląd,który przyciągnął uwagę na przestrzeni wieków filozofów i teologów,od
Platona i Arystotelesa do I.Kanta,nie wyłączając poglądów św.Tomasza z Akwinu, a
mianowicie argument dotyczący łańcucha przyczynowego,każda rzecz ma swoją
przyczynę.
Nie może być nieskończonego łańcucha przyczyn.Wcześniej czy później musi on
doprowadzić do ostatecznej, pierwszej przyczyny odpowiedzialność za całą
zawartość wszechświata. Tą pierwszą przyczyną jest Bóg.

Ów argument opiera się na koncepcji czasu linearnego kultury zachodniej.
Następuje wydarzenie A,które powoduje B, które z kolei wywołuje C itd.,
W niektórych filozofiach i religiach np.: w buddyzmie,czas nie jest
linearny,lecz cykliczny.
Wydarzenie A powoduje B, Które wywołuje C, które z kolei sprawia A.
Pętla zamyka się i pierwsza przyczyna wcale nie jest konieczna.
Dziwaczności mechaniki kwantowej nie wykluczają zajścia takiej okoliczności w
fizyce.

Nieokreśloność kwantowa wykluczyła argument pierwszej przyczyny.
W świecie (subatomowym) cząstek elementarnych związki przyczynowe i determizm
nie mają racji bytu.
Cząstki- zjawy mogą pojawić się,jak widzieliśmy w sposób nagły i
nieprzewidzialny,po uprzednim pożyczeniu energii z banku Natura. Niemożliwe jest
dokładne ustalenie,gdzie
i kiedy się pojawią,możemy jedynie określić prawdopodobieństwo ich ewentualnego
ukazania się w tym lub innym miejscu.
Większe szanse są w przestrzeni zakrzywionej i wypełnioną energią
grawitacji,najlepiej w pobliżu horyzontu zdarzeń czarnej dziury,Gdzieś w naszej
galaktyce aniżeli w płaskiej przestrzeni pokoju,w którym się właśnie znajdujesz.

Dzięki magicznym sztuczkom mechaniki kwantowej,prawdopodobieństwo,że malutka
cząstka „zjawa” ukaże się obok twojej reki jest niezerowe.
Owe cząstki zjawy nie mają określonej przyczyny,zatem ich zachowanie jest nie do
przewidzenia.

Fizycy twierdzą,że wszystko co jest prawdziwe dla cząstki elementarnej,jest
również prawdziwe dla całego wszechświata od samego początku.
Nieokreśloność kwantowa pozwala czasowi i przestrzeni,a później wszechświatowi,
w y t r y s n ą ć s a m o r z u t n i e z p u s t k i.

W czasie Plancka ( 10 do minus 43 sekundy ) wszechświat nie miał większych
rozmiarów niż zaledwie ( 10 do minus 33 centymetra ),był więc 10 milionów1)
trylionów razy mniejszy od atomu.

Właśnie w owej chwili mechanika kwantowa,która panuje absolutnie w świecie
subatomowym,może dokonywać swego dzieła.

W s z e c h ś w i a t n i e p o t r z e b u j e w i ę c p i e r w s z e j
p r z y c z y n y !!!!!!
To bardzo ważne stwierdzenie.W ten sposób raz stworzony zostanie w wykładniczym
tempie „nadymany” przez inflację,oddziałującą w pierwszych ułamkach sekundy.

Kwarki oraz antykwarki pojawią się pierwsze na scenie i rozpoczyna się kierowana
przez
prawa fizyki i biologii,geneza kosmiczna,która doprowadziła aż do nas.
Takie opisanie stworzenia wszechświata zdumiewająco przypomina stworzenie ex
nihil głoszone przez wiele religii.

Jedyna wielka różnica polega na tym,że ukazanie się wszechświata dzięki magii
nieokreśloności
kwantowe nie wydaje się potrzebować pierwszej przyczyny ani obecności Boga.
Narodziny wszechświata można tłumaczyć wyłącznie procesami czysto fizycznymi.
Co będę próbował dowieść w kolejnych postach.

Tesso jeżeli zechcesz mi odpowiedzieć,to nie podpieraj się cytatami z Biblii.
Próbowałem ci wykazać co daje nam nauka tak kwestionowana przez ciebie w odniesieniu
do Biblii i nauk teologów różnych maści,którzy dysponują jedynie dogmatami w
wyniku braku rzetelnej wiedzy.

Przypomnij mi kiedy kościół uznał poglądy,Galileusza,G.Bruno,Kopernika itp.
Kiedy uznał teorię wielkiego wybuchu jako możliwą.Udowodniona dzięki nauce w
wyniku WW ucieczka galaktyk,rozszerzanie się wszechświata,grawitacja
itp.powstała dzięki nauce a nie Bibli lub teologii.

Oto masz zaledwie namiastkę wypowiedzi o potędze nauki,która drogą doświadczeń
i błędów posuwa się krok po kroku do przodu.
Byłaby jeszcze dalej gdyby nie zbrodnicza działalność kościoła,który przez całe
wieki
niszczył wszelką myśl postępową,palił niepokornych na stosach,umieszczał mądre
księgi
na indeksach,po ok.500 latach zrehabilitował Galileusza.Wstyd i hańba.
Religie są przeciwieństwem postępu – jakiegokolwiek postępu.
Gdyby nie nauka,nie prowadzilibyśmy tej polemiki przez Internet.

Źródła:T.X.Thuan – Ukryta melodia… i człowiek stworzył wszechświat




Temat: Wylecz nerwice, fobie w 100% !! I łatwo !
metoda wydaje sie dosc wiarygodna po zapoznaniu sie z wszelkimi informacjami na
necie i w ksiazce, jak juz mowilem, 5 lat ksiazka lezala odlogiem, nie
wierzylem w to, czyzby stracilem szanse ? okaze sie . narazie jestem na 7 dniu.
czuje się nieco luźniej ale to pewnie narazie autosugestia, efekt placebo,
przekonamy sie po jakims czasie dopiero. co mi przemowilo do rozumu ze ona
powinna dzialac ? otóz przeszukalem net w poszukiwaniu komentarzy osob ktore tą
metode stosowali, sami zreszta poszukajcie w google, wpiszcie BSM albo B.S.M. i
nazwa jakiejs choroby, jakiejkolwiek niemalze, no moze nie fobia bo fobikow jak
pomyslec jest malo procentowo, komu sie udalo natrafic na ta ksiazke to juz
sukces, po drugie to kwestia uwierzenia ze ta metoda działa (zrobilem ankiete
na pewnym forum o problemach, tylko jedna osoba wierzyla w to, wiec wyobraźmy
sobie, ze to takze problem uwierzenia ze to dziala, ludzie od razu wysnuwają
twierdzenie ze to nie ma prawa dzialac bo sa przyzwyczajeni do sluzby zdrowia i
mają wpojone jakby na sile ze takie jest zycie, blokuja sie nauką a wiadomo ze
nauka to rozwoj, nauka to dociekanie czlowieka a czlowiek jak wiemy jest tylko
czlowiekiem, wiele rzeczy istnieje niezaleznie od nauki a ona kiedys moze
dopiero to pojąc), po trzecie to chyba nie kazdy sie dzielil tym na necie, kto
wie... mniejsza z tym. ale z komentow wnioskuje ze to nie jest autosugestia ani
zadne placebo, to wlasciwe leczenie, nie wmawiamy sobie tego ze jestesmy zdrowi
i tak sie czujemy (jasne w przypadku psychiki to ma sens) i dla nas chociazby
te placebo byloby juz piękne :P czy autor ksiazki odwazylby sie rozpowszechniac
taką książkę przez tyle lat pisząc w niej ze na czas stosowania tej metody
trzeba koniecznie zaprzestac wszystkich lekow, zabiegow pewnych ktore moją
uratowac zycie, twierdzi on ze metoda BSM potrzebuje jedynie witamin i soli
mineralnych, przeciez gdyby ta metoda nie działała moglby narazic wiele osób na
smierc, bo niektore choroby wymagają brania lekow, jak mysliscie gdyby to bylo
klamstwo odwazylby sie ? dlaczego nie mozna przyjmowac lekow wg mnie ? - no bo
natura ma leczyc tutaj a nie chemia i chyba tutaj by byla kolizja tak jak nie
mozna mieszac pewnych lekow. nastepnie to nie zadna magia, metoda ta nie
przesunie rozmieszczonych kosci, przesuniec mechanicznych (wg ksiazki), tego
musi dokonac lekarz juz więc to nie sa takie czary mary, jak pisze autor lekarz
nadal jest konieczny, wcale nie potepia medycyny, lekarz ma rozpoznac chorobe i
wtedy pacjent wie ktora pozycje wybrac. w miare kolejnych wydan ksiazki,
rozszerza sie lista mozliwych do wyleczenia chorob, to sa ciagle doswiadczenia
na ludziach, poszukujemy, my ludzie ciagle poszukujemy odnajdujemy cos co
istnieje a my o tym nie wiemy jeszcze, tak funkcjonuje nasza rzeczywistosc
jesli sie blizej przyjrzec.

aha wczoraj bylem na dysku, jak wrocilem tak mi w uszach piszczalo ze hoho. i
wiecie co postanowilem ?? biore ksiazke, szukam na szumy w uszach, przykladam
reke i juz po kilku minutach czuje jak sie to uwalnia :) cos w tym jest nie
wiem, zabieg zrobilem na szybko 4 minuty, bo mi sie spac juz chcialo. ale
mniejsza o te dywagacje, nie ma lepszego dowodu jak przekonac sie na samym
sobie ! cena prawie zadna wiec co nam szkodzi, w tym jest plytka. zaslugujemy
na wiele lepsze zycie. aha - wg ksiazki nie trzeba w ogole wierzyc by działała
ta metoda, po prostu przykladasz reke, wazne ze jest przylozona, co myslisz sie
nie liczy w danej chwili. czytalem tez jak nieswiadomie ktos stosowal BSM i sie
wyleczl, dopiero po latach sie okazalo ze wlasnie przez przypadkowe trzymanie
reki w pozycji BSM wyleczyl slepote, więc jesli to fakt to tu kwestia wiara w
ogole nie wchodzi w gre. czy to nie jest za piękne ? co nam szkodzi trzymanie
reki kiedy np lezymy, nic ! :) więc do roboty, jak nie podziała to nie koniec
walki z fobią pamietajcie ! ja wierze jednak ze to dziala i bede to stosowal.
pozdrawiam Was



Temat: Duchowy rozwoj czlowieka
Racjonalizm racjonalny....
racjonalizm, jest jedynie etapem na drodze rozwoju duchowego...
osiagajac racjonalizm, zostawilismy za soba irracjonalizm
pierwotny...to wielki postep...juz nie religia bedzie nam mowila, co jest
prawda, teraz oczekujemy, ze nauka odpowie nam na to pytanie...zaglebiamy sie
w wiedze i coz...nie ma odpowiedzi...nie jest to kwestia tylko
ograniczen nauki, bo nawet wielki jej postep i nowe odkrycia nie doprowadza nas
do odpowiedzi na fundamentalne pytania...moglo by sie to zdarzyc, gdyby nauka
dopuscila do empirii rowniez intuicje...ale to przeciez niemozliwe...

nauka i wiedza jest konieczna, odgradza nas od
irracjonalizmu pierwotnego, to bardzo komfortowe uczucie, nic juz
nie jest w stanie zepchnac nas w okres mityzmu
i magii...chociaz czyhaja na nas niebezpieczenstwa, jak chocby np.
ruch New Age, ktory wywodzi sie wprost z irracjonalizmu pierwotnego, majac
przekonanie, ze osiaga wyzsze poziomy rozwoju duchowego...

dochodzimy do kolejnego etapu...oczywiscie moze byc tez tak, ze
wszystko skonczy sie na racjonalizmie i kolejny etap nigdy sie nie
pojawi...

a kolejny etap trudno jest opisac, bo nie jest mozliwe opisywac go
z zewnatrz...sa to indywidualne, bardzo osobiste doswiadczenia i
przemyslenia...

zaczerpnawszy racjonalnej wiedzy (uwaga! dokonuje tutaj ogromnego skrutu
myslowego) musimy dojsc do min.takiego
wniosku, ze czlowiek w swej pierwotnej tresci jest taki sam, bez
wzgledu na to, jaka szerokosc czy dlugosc geograficzna
zamieszkuje...wspolna cecha wszystkich ludzi jest to, ze kazdy czlowiek pragnie
dla siebie dobra...
i tutaj zazwyczaj pojawia sie wspolczucie... jest to wazny moment,
bo wspolczucie budzi w nas poczucie solidarnosci i jednosci...jednosci z drugim
czlowiekiem, z cala ludzkoscia, a dalej jeszcze, ze swiatem i wszystkim co
jest...
to delikatny stan harmonii i osobistego pojednania ze
swiatem...
jest to przekroczenie ego...
moga zdarzyc sie krotkie jak ulamek sekundy odczucia Jednosci, moga
to byc stany zapadania sie w Jednosc, moga pojawic sie mistyczne stany trwania
w Jednosci...roznie moze byc...
czesto, jezeli nie zdarzylo sie to wczesniej, odkryta zostaje Obecnosc, ktora w
kazdym czlowieku jest obecna...jest to 'nieruchomy punkt' czystej swiadomosci,
swiadomosci nie znieksztalconej wyobrazeniami, myslami, nie zagraconej
pragnieniami...ja nazywam ten punkt, a moze raczej przestrzen,
Obserwatorem...jest to Obecnosc ktora milczy , nie ocenia, czuwa, obserwuje...
Obecnosc jest punktem, kiedy ja w sobie postrzegam, przestrzenia
kiedy sie w niej zanurzam...
na tym etapie nie ma podzialow na zlo i dobro, na sluszne i niesluszne,
prawdziwe i nieprwadziwe....wszystko co postrzegamy jest Jednym i tym samym w
wirujacej zmiennosci i roznorodnosci...
znikaja uprzedzenia, znika potrzeba dzielenia swiata
na my i wy, na ja i ty, na to i tamto...teraz, jestesmy tym wszystkim, jestesmy
onymi, jestesmy tamtym...z tej perspektywy bez trudu znajdujemy w sobie
zrozumienie, wspolczucie i.... wdziecznosc...




Temat: wahadelko w homeopatii
Witam.
Obiecałem sobie, że na tym forum nie będę się wypowiadał po incydencie, kiedy
namawiałem homeopatów do współpracy z radiestetami i wówczas mój wątek został
wyrzucony. Robię jednak wyjątek, ponieważ dostałem parę dni temu prośbę od
Martini żebym zabrał głos w niniejszej sprawie.

1. Radiestezja nie jest żadną magią, ani czarną, ani białą ani kryształową. To
RZEMIOSŁO !!! W dodatku wpisane na listę oficjalnych zawodów, reprezentowane
przez Związek Rzemiosła Polskiego. Drodzy homeopaci nie jest moją intencją
nikogo urazić, ale czy wasza sfera, w której się obracacie nie jest bardziej
tajemnicza i podchodząca pod białą magię? Czy wszystko, co się wiąże z
niekwestionowanym działaniem metod homeopatycznych da się wytłumaczyć na
gruncie nauki? Przecież macie wśród świata naukowo – medycznego zagorzałych
przeciwników. Powinniście to doskonale zrozumieć.

2. Wielu niedouczonych ezoteryków, nawiedzonych czubów używa sprzętu
radiestezyjnego w sposób nieumiejętny i nieodpowiedzialny, choćby po to żeby
poważniej wyglądać. Ale nie oznacza to, że można postawić znak = między
radiestezją i magią. To tak jak by chcieć postawić znak równości między
korzystaniem z Internetu a pedofilią lub pornografią. Nie każde włączenie się
do sieci oznacza atak na naszą obyczajowość. Wszystko, co się robi trzeba robić
z właściwą intencją i podstawowymi kwalifikacjami. To dotyczy wszystkich.
Używanie sprzętu radiestezyjnego nie czyni z nikogo radiestety, tak jak
stosowanie preparatów homeopatycznych nie czyni z nikogo homeopaty.

3. Używanie wahadła do celów, o których pisze Decima jest zrozumiałe i proste.
Opiera się na sformułowanych na początku XX wieku prawach i zasadach, które są
sprawdzalne i powtarzalne. To, że nauka nie jest w stanie tego jednoznacznie
wytłumaczyć (za wyjątkiem metod statystyki) to jedynie oznacza, że wiedza i
instrumentarium naukowe jest niewystarczające w tym zakresie.

4. A teraz o dziwnych sytuacjach. Wielokrotnie podczas prac radiestezyjnych
wychodziły mi bardzo dziwne z pozoru wyniki, trudne do zaakceptowania.
Okazywało się, po pewnym czasie, że to jednak wahadło wskazywało poprawny wynik
a rozum był tylko ograniczeniem. Takie sytuacje miały miejsce przy wytyczaniu
studni – odwierty i badania chemiczne potwierdzały parametry, szukaniu
zaginionych przedmiotów – przedmioty znajdowały się wbrew logice, no i przy
wyznaczaniu miejsc zaburzeń energetycznych u ludzi – potwierdzały to później
badania medyczne.

5. Moi drodzy zanim orzekniecie, że stosowanie sprzętu oraz metod
radiestezyjnych jako elementu wspomagającego homeopatię zawiera elementy
magiczne i jest nieprofesjonalne, to proponuje otworzyć się choć trochę i
dowiedzieć coś na ten temat. Jestem przekonany, że możecie zdobyć w ten sposób
bardzo przydatne uzupełniające narzędzie w waszej pożytecznej pracy.

6. Na koniec proponuję spróbujcie metod, które mogą wam i waszym pacjentom
pomóc. Na pewno w waszej praktyce zdarzają się trudniejsze przypadki, które z
niezrozumiałych przyczyn i wbrew logice nie da się wyleczyć według
obowiązujących prawideł. Warto spróbować.

Gorąco zachęcam do współpracy. Ci was, którzy zechcą zaryzykować współpracę,
eksperymentowanie lub chęć dowiedzenia się czegoś więcej proponuję napiszcie do
mnie na priv: radiestezja@radiestezja.waw.pl bo nie chciałbym nadużywać tego
forum.

Pozdrawiam.



Temat: Yves Robert Trio - Cafe Kulturalna - 23.04.2006!
Yves Robert

Powiedziano o nim już wszystko : "genialny puzonista", "muzyk wymykający się
klasyfikacjom", a nawet "najoryginalniejszy ze wszystkich"! Yves Robert to punkt
odniesienia francuskiego jazzu współczesnego. Wśród jego współpracowników
znaleźli się najwięksi: Louis Sclavis i Gérard Marais. To wybitny improwizator,
którego żądza muzycznych przygód wciąż pcha go do angażowania się w rozmaite,
obiecujące projekty.

Yves Robert - Od dwóch dekad puzon Yves’a Roberta jest jednym z wiodących głosów
francuskiej sceny jazzowej. Robert to artysta o nadzwyczajnej muzykalności, o
szerokim wachlarzu środków wyrazu. Jego gra charakteryzuje się niezwykłą
dynamiką, choć potrafi zaskoczyć subtelnością.

Robert (ur. 1958) pobierał nauki gry na flecie i puzonie w Konserwatorium Vichy.
Po ukończeniu szkoły poświęcił się jazzowi, koncentrując się na hard bopie i
free-jazz. Grał głównie w projektach Louisa Sclavisa i Michel’a Portala, dał się
poznać także jako współpracownik takich improwizatorów, jak Chris McGregor,
Derek Bailey, Steve Lacy, Joelle Leandre, Marc Ducret i innych.
Był liderem wielu zespołów, między innymi ogromnie popularnego trio z Bruno
Chevillonem i Aaronem Scottem (1988-1990), a także dużego ansamblu Les
Improvisateurs Reunis. Jego kompozycje mają otwartą strukturę, w których
improwizacje zachwycają układem i fakturą. Dźwiękowe dialogi i wymiany oraz
kreatywność towarzysząca wspólnej pracy sprawiają, że muzyka Roberta płonie
namiętnym, intensywnym żarem.

Robert współpracował m.in. także z Gilem Evansem i Johnem Zornem.

Stefanus Vivens

Rozpoczął naukę gry na pianinie w wieku 5 lat. Oprócz fortepianu interesują go
także syntezatory i muzyka elektroakustyczna. Swą karierę rozpoczął w połowie
lat osiemdziesiątych w jazz-rockowej Coda Combo.
Kontakty muzyczne z Bernardem Maury, Bojanem Zulfikarpasicem (grał w Żaku na
Jazz Jantar 2005) i Minino Garayem i in. pozwoliły mu rozwinąć swój własny język
muzyczny. Operując na obszarze jazz-fusion, muzyki argentyńskiej i
wschodnioeuropejskiej jego styl rozpoznawany jest niezależnie od tego czy gra w
studio czy na scenie.

Swój pierwszy autorski projekt zaaranżował w 2000 roku pod nazwą Freedom for
Seeds. Zafascynowany programowaniem i samplingiem zakłada elektroniczny
Lumens-Electrogecko, z którym eksploruje muzyczne terytoria od Johna Coltrane’a
do Squarepushera czy Meshella Ndegeocello.

Grał m.in, z zespołem Hati Nicolasa Genesta, Hubertem Dupont, Magic Malik, Manu
Codjia, Nicolas Genest, Mino Cinelu, Mathieu Donarier, Yves Robert, Linley
Marthe, Médéric Collignon, Minino Garay, Elect Charon, Jean-Philippe Morel,
Stephan Payen, Sylvain Cathala, Daniel Yvinec, Maxime Zampieri, Valiant Franck,
Jean-Luc Lehr, Miguel Anga Diaz, Stephan Edouard, Juan Rozoff, Zé-Luis
Nascimento, Merle-Anne Prins-Jorge, Manu Le Houezec, Nelson Veras, Bojan Z, Jeff
Sharel, Sylvain Daniel, Denis Guivarch, Vincent Taeger, Youn Sun Nah, Philippe
Gleizes, Leandro Guffanti, Gabriel Perez, Michel Guay, Daniel Casimir, Laurent
Bardainne, Prabhu Edouard...

Edward Perraud

Perkusista, kompozytor, improwizator. Charakteryzuje go namiętność do muzyki,
pragnienie dźwięków, które obejmują wszelkie gatunki muzyki – bez uprzedzeń i
zbędnych zahamowań.

Perraud rozpoczynał w założonej przez siebie formacji, by krocząc po ścieżce
edukacji ukończyć Konserwatorium CNSM w Paryżu oraz Institut de Recherche et
Coordination Acoustique/Musique (Instytut poszukiwań muzycznych i akustycznych)
powiązany z Centrum Pompidou. Jego twórczość ewoluowała od rocka, przez muzykę
klasyczną aż do muzyki współczesnej.

Grał m.in. z Danielem Erdmannem, Hasse Poulsenem, Damo Susuki, uczył się muzyki
hinduskiej w Kalkucie pod okiem Biplaba Battacharya.



Temat: Chrześcijanin Jerzy do bezgrzesznego Kagana
Ewolucja to fakt! Jerzy jej dowodem!
J: Na poparcie tej wiary gromadzi się tzw. materiał dowodowy, który służy
jako fakt potwierdzający teorie ewolucji i to, że do stworzenia
człowieka nie byłą potrzebna inteligencja z zewnątrz.
K: Znow BLAD! Ewolucja to nie wiara (religia) a teoria naukowa!
Moze byc ona zastapiona inna, bardziej dokladna, jak to bylo np.
z mechanika Einsteina ktora zastapila wczesniejsza mechanike Newtona.
Mylisz swa nierozumna wiare z metoda naukowa, czyli obiektywna!
Jerzy: No to jak twój rozum podchodzi do kwestii powstania złożonych rzeczy
mających swój cel?
K: Jestes teleologiem (nie myl z teologiem): wszedzie widzisz jakis racjonalny
cel, nawet jak go nie ma. Typowe autystyczne "wishful thinking"...:(
J: Teiści wierzą, że na początku był Bóg, LOGOS, inteligencja,
która stworzyła wszystko z niczego. W końcu Bóg stworzył człowieka. Na poparcie
takiej wiary, gromadzi się materiał dowodowy z wszystkich dziedzin nauki, który
jednoznacznie wskazuje, że za całym stworzeniem stoi INTELIGENCJA.
K: Mowisz nie o nauce, a o fundamentalistycznej pseudonauce
chrzescijanskiej... Inteligencja, ktora stworzyla pasozyty, Hitlera, Stalina,
gulagi, Auschwitz, ktora podklada bomby na Bali i kieruje samoloty na budynki
pelne ludzi... :( Dziekuje za taki LOGOS...:(
Sam jestes zreszta ze swym ograniczeniem umyslowym najlepszym przykladem na to,
ze stworzyla cie bezsmyslna ewolucja a nie superinteligenty osobowy
kreator... :(
Jerzy: Znowu oskarżasz Boga, w którego nie wierzysz? No to jak wyjaśnisz
pochodzenia zła w świecie?
K: Czemu sie podkladasz? Jak idealny i milosierny Bog mogl stworzyc
tyle zla? Zlo to najlepszy dowod na ewolucje!
J: Materiał dowodowy /fakty/ przedstawiane przez teistów nie
wymagają tak wielkiej wiary, jak tego wymaga ateizm.
K: Ateizm NIE wymaga wiary, ale ROZUMU! Ateizm to NIE jest religia,
a naukowy, racjonalny i logiczny swiatopoglad!
Jerzy: Już ci pokazałem, że ateizm wymaga większej wiary niż teizm. Choćby
przez argument Paleya i to, co ty napisałeś o prawdopodobieństwie zaistnienia
życia przez przypaadek.
K: Jaki argument i pamietaj, ze nic mi nie wykazales...:(
I poducz sie matematyki, a szczegolnie statystyki i teorii prawdopodobienstwa!
Zjawiska bardzo nieprawdopodobne zachodza np. dosc regularnie i czesto
w wielkich populacjach (atomow czy ludzi)...;) Tzw. prawo wielkich liczb!
J: Dam prosty przykład (w oparciu o tzw. argument Paleya, znany już
ponad 200 lat). Mam zegarek. Skoro nigdy nie widziałem tego, który
go stworzył, a w szufladzie poniewierają mi się różne części po starych
zegarkach (ogniwa pośrednie), to mam założyć, że zegarek powstał samorzutnie,
bez udziału inteligencji (zegarmistrza) ?
K: Zegarek ma kolka na osiach, a tego ewolucja nie potrafi stworzyc
bezposrednio, tylko poprzez swe inteligente stwory!
Jerzy: Wnioskuję z twojej wypowiedzi, że ewolucja najpierw stworzyła istoty
bardziej skomplikowane, aby one mogły tworzyć rzeczy mniej skomplikowane. Hmmm,
ciekawa hipoteza, o przepraszam, ciekawe STWIERDZENIE. Twierdzisz, że aby to
przyjąć, wiara nie jest potrzebna?
K: Przekrecasz znow me slowa! Czlowiek jest o wiele bardziej zlozonym systemem
niz zegarek. Po prostu ewolucja bialkowa nie moze wytworzyc kola na osi...
Nieco uczciwosci, prosze! To ty dales przyklad z zegarkiem, a nie ja!
Pamietaj, ze jak dasz miliardom malp czesci do miliardow zegarkow, i pozwolisz
im to robic miliardy lat, to maga z tego powstac ciekawe rzeczy...;)
J: Popatrz jak skomplikowany jest ludzki DNA. Czy myślisz, że coś
tak skomplikowanego mogło powstać samorzutnie, bez udziału INTELIGENCJI?
K: Juz Swift opisal, jak nierozumne malpy pisza rozumne ksiazki poprzez
skladanie zdan z przypadkowych wyrazow i liter. To tylko kwestia
skali (w czasie i przestrzeni)...
Jerzy: No to ile czasu trzeba było, aby stworzyć ludzki DNA?
K: Poczytaj w ksiazkach o ewolucji! Na pewno znacznie dluzej niz
te kilka tysiecy lat (wiek swiata w/g Biblii)...:)
J: Odnośnie objawienia szczególnego i ogólnego, to autor listu do
Hebrajczyków pisze następująco: (...)
K: Znow udowadniasz prawdziwosc Biblii cytatami z niej! WSTYD!
Obrazasz ma inteligencje!
Jerzy: Tutaj mam problem, który już wyraziłem w innym miejscu: Co rozumiesz
przez obrażanie? Czy moje postępowanie niezgodne z twoją etyką? Czy zatem etyka
twojego światopoglądu jest lepsza od etyki mojego światopoglądu?
K: Nie schodz na boczne tory! Po prostu cie juz tyle razy prosilem, abys
nie uzasadnial prawdziwosci Biblii cytujac owa Biblie! To jest brak
szacunku dla dyskutanta!




Temat: Czy w Polsce kwitnie analfabetyzm i ciemnota??
Czy w Polsce kwitnie analfabetyzm i ciemnota??
Charakteryzując w swojej książce pt. "Dzieje Polski" stan kulturowy Polski
przedrozbiorowej, Feliks Koneczny pisał m.in.: "Społeczne zło tkwiło jednak w
czymś innym, w tym, że kmiecie zaprzestali posyłać synów do szkół. Z każdej
wsi mógł był jeden wyjść na studia, ale ledwie ze stu jeden się zdarzał, a
potem jeszcze mniej. Ze wszystkich stanów oświata potrzebna najbardziej
mieszczaństwu. Miasta nasze już dawno spolszczone, stały się jednak
siedliskami przerażającej ciemnoty. (...) Kwitnął po miastach analfabetyzm,
to też nic dziwnego, że mieszczanie sami nie rozumieli swoich interesów i
sami się najbardziej przyczyniali do upadku swego stanu".
Historia opisana przez Konecznego powtarza się. Na takie same efekty, jeśli
nic się nie zmieni, nie będziemy długo czekać. Młodzież ze wsi i małych miast
(a i znaczna część z dużych miast) wybiera tzw. studia zaoczne i to często w
prywatnych uczelniach specjalizujących się w "biznesie, bankowości i
zarządzaniu". Nauka nie ma tam wiele wspólnego (oprócz papierka) ze
studiowaniem i przebiega według zasady WZZ (Wykuj-Zalicz-Zapomnij), która
zresztą przy takim systemie studiów jest niejako automatyczna, bo kontakt z
wykładowcą jest rzadki, materiału dużo i nim się go przyswoi, trzeba zabierać
się do nauki następnych partii. Jest to więc tzw. pamięciówa, a sam materiał
ma z reguły charakter niehumanistyczny i encyklopedyczny. Nawet jeśli się go
przyswoi, to dla ogólnej kultury studenta nie ma to większego znaczenia.
Cóż to jest analfabetyzm? Czy kwitnie "po naszych miastach"? Kiedyś
analfabetyzm definiowało się jako brak umiejętności czytania i pisania. Czy
jednak analfabetyzmem nie jest sytuacja, w której umiejący pisać i czytać ani
nie pisze, ani nie czyta i to całymi latami. Statystyki mówią, że przeciętny
Polak czyta dziś jedną książkę na rok. Przeciętny Polak jednak nie istnieje,
a jest wielu takich, którzy czytają i 10, i 20, i więcej książek na rok. Są
więc dziś w Polsce zapewne miliony ludzi, którzy czytali wyłącznie lektury
szkolne (5, 10, 15 czy 20 lat temu), a i to nie jest pewne (niektórzy czytają
tzw. ściągi - skróty książek, które można nabyć w wielu księgarniach, a inni
oglądają co się da na wideo, np. "Pana Tadeusza").
Kontakt z niektórą telewizją, radiem czy polskojęzyczną prasą trudno zaliczyć
do życia kulturalnego. Jest to raczej swego rodzaju życie antykulturowe, w
ramach którego przeżuwa się gotową pseudokulturalną papkę i nabiera
przekonania o swoich walorach kulturowych (co powoduje, że nie ma głodu
kultury).
Kwitnie więc ciemnota, czego znakiem jest m.in. coraz większa popularność
astrologii, medycyny niekonwencjonalnej (znachorstwa) oraz magii. Niewielu
już "rozumie swoje interesy", nie mówiąc o interesach całego społeczeństwa i
Polski. Ludzie dziś, jak w XVIII w., sami przyczyniają się do upadku "swoich
stanów" i całego kraju.
Trzeba to wszystko zobaczyć i zrozumieć. Jest wiele dróg ratowania Polski.
Jedną z nich, i to bardzo ważną, jest wykorzenianie ciemnoty i podniesienie
ogólnej kultury.




Temat: Raport po wynikach egzaminów zewnętrznych
Raport po wynikach egzaminów zewnętrznych
oto skutki 13stoletnich rządów okrągłego stołu..wszyscy którzy w
tym czasie rządzili (z wyjątkiiem Jana Olszewskiego bo za krótko
rządził) ponoszą za tę katastrofę edukacyjnąCharakteryzując w
swojej książce pt. "Dzieje Polski" stan kulturowy Polski
przedrozbiorowej, Feliks Koneczny pisał m.in.: "Społeczne zło
tkwiło jednak w czymś innym, w tym, że kmiecie zaprzestali
posyłać synów do szkół. Z każdej wsi mógł był jeden wyjść na
studia, ale ledwie ze stu jeden się zdarzał, a potem jeszcze
mniej. Ze wszystkich stanów oświata potrzebna najbardziej
mieszczaństwu. Miasta nasze już dawno spolszczone, stały się
jednak siedliskami przerażającej ciemnoty. (...) Kwitnął po
miastach analfabetyzm, to też nic dziwnego, że mieszczanie sami
nie rozumieli swoich interesów i sami się najbardziej
przyczyniali do upadku swego stanu".
Historia opisana przez Konecznego powtarza się. Na takie same
efekty, jeśli nic się nie zmieni, nie będziemy długo czekać.
Młodzież ze wsi i małych miast (a i znaczna część z dużych
miast) wybiera tzw. studia zaoczne i to często w prywatnych
uczelniach specjalizujących się w "biznesie, bankowości i
zarządzaniu". Nauka nie ma tam wiele wspólnego (oprócz papierka)
ze studiowaniem i przebiega według zasady WZZ (Wykuj-Zalicz-
Zapomnij), która zresztą przy takim systemie studiów jest
niejako automatyczna, bo kontakt z wykładowcą jest rzadki,
materiału dużo i nim się go przyswoi, trzeba zabierać się do
nauki następnych partii. Jest to więc tzw. pamięciówa, a sam
materiał ma z reguły charakter niehumanistyczny i
encyklopedyczny. Nawet jeśli się go przyswoi, to dla ogólnej
kultury studenta nie ma to większego znaczenia.
Cóż to jest analfabetyzm? Czy kwitnie "po naszych miastach"?
Kiedyś analfabetyzm definiowało się jako brak umiejętności
czytania i pisania. Czy jednak analfabetyzmem nie jest sytuacja,
w której umiejący pisać i czytać ani nie pisze, ani nie czyta i
to całymi latami. Statystyki mówią, że przeciętny Polak czyta
dziś jedną książkę na rok. Przeciętny Polak jednak nie istnieje,
a jest wielu takich, którzy czytają i 10, i 20, i więcej książek
na rok. Są więc dziś w Polsce zapewne miliony ludzi, którzy
czytali wyłącznie lektury szkolne (5, 10, 15 czy 20 lat temu), a
i to nie jest pewne (niektórzy czytają tzw. ściągi - skróty
książek, które można nabyć w wielu księgarniach, a inni oglądają
co się da na wideo, np. "Pana Tadeusza").
Kontakt z niektórą telewizją, radiem czy polskojęzyczną prasą
trudno zaliczyć do życia kulturalnego. Jest to raczej swego
rodzaju życie antykulturowe, w ramach którego przeżuwa się
gotową pseudokulturalną papkę i nabiera przekonania o swoich
walorach kulturowych (co powoduje, że nie ma głodu kultury).
Kwitnie więc ciemnota, czego znakiem jest m.in. coraz większa
popularność astrologii, medycyny niekonwencjonalnej
(znachorstwa) oraz magii. Niewielu już "rozumie swoje interesy",
nie mówiąc o interesach całego społeczeństwa i Polski. Ludzie
dziś, jak w XVIII w., sami przyczyniają się do upadku "swoich
stanów" i całego kraju.
Trzeba to wszystko zobaczyć i zrozumieć. Jest wiele dróg
ratowania Polski. Jedną z nich, i to bardzo ważną, jest
wykorzenianie ciemnoty i podniesienie ogólnej kultury.
łną odpowiedzialność!!



Temat: wywiadówka w gimnazjum
Na czym polega problem nauczania fizyki w Polsce?
Problem jest i nie da sie tego ukryc . Z kimkolwiek kto ma dziecko w
gimnazjum , czy liceum ,nie rozmawiam o fizyce to skarzy się ,że dziecko ,źle
trafiło pani (lub pan) jest jakaś dziwna nic nie tłumaczy dziecko nic nie
rozumie , nie potrafi zrobić najprostszego zadania itp. Nagle się okazuje ,że
wszyscy fizycy szkolni sa do bani. Skąd to sie wzięło ? Odpowiedż jest prosta.
Fizyka jest przedmiotem , w którym reforma poczyniła najdotkliwsze spustoszenia.
Zabrano jeden rok nauki 6 klase . Co prawda elementy fizyki pojawiają się na
przyrodzie w 6 klasie podstawówki, ale przyroda jest z reguły uczona przez
geografów , czy biologów i tematy fizyczne mają niski priorytet i jest ich mało.
Zabrano więc rok nauki i dorzucono astronomię ,która była kiedyś odrębnym
przedmiotem w liceum, dorzucono jeden dział nazwany przesyłanie informacji.
Ograniczono ilość godzin poniżej dopuszczalnego minimum. Po prostu tego
materiału przy takiej liczbie godzin Nie da się przerobić. Koniec kropka,
mógłbym tu zakończyć wywód. Ale jeszcze parę faktów. Przyznane godziny na
fizykę to 4 w gimnazjum i 3 w liceum ( dla profilu tzw podstawowego w
rozszerzonym jest trochę lepiej) 4 w gimnazju oznacza ,że przez dwal lata jest
po godzinie tygodniowo fizyki ,a w jednej klasie 2 godziny tygodniowo. 3
godziny w liceum to oznacza ,że w każdym roku uczymy sie fizyki przez godzinę w
tygodniu. Teoretycznie w roku szkolnym jest 35 tygodni do przepracowania czyli
powinno być 35 lekcji w ciągu roku. Z mojego doświadczenia wynika ,że nigdy nie
ma 35 lekcji , a średnio wypada to 28 godzin na rok bo są święta, akademie ,
rekolekcje, wyścia do kina, wycieczki itp. Jak ja sie kiedyś jeszcze uczylem w
szkole to pewną zasadą było robienie powtórzenia przed sprawdzianem potem
sprawdzian , a potem omówienie sprawdzianu . Gdyby to zastosować teraz i
zakładając ,że w semestrze są tylko dwa sprawdziany to z omówieniami przed i po
zajmą one 12 godzin. Na przerabianie nowych tematów zostaje 16 godzin.
Natomiast programy zatwierdzane przez ministerstwo , są rozpisywane na około 33
godziny z teoretycznych 35. Idżmy dalej ile czasu nauczyciel może poświęcić z
45 minut lekcji na omówienie nowego tematu?Jak wam się wydaje?. Zanim uczniowie
łaskawie zejdą się do klasy bo niesłyszeli dzwonka , sprawdzenie obecności,
odpytywanie z poprzednich lekcji, sprawdzanie prac domowych, wyjasnianie
pojawiających sie problemów, wpisywanie uwag do dziennika i uspakajanie klasy
wierzcie mi ,że jeżeli stanowczo i momentalnie nie reaguje się na wybryki
uczniów to grozi to osławionym koszem na głowę za jakis czas. Suma sumarum na
nowe treści zostaje średnio 20, a napeno nie więcej niż 30 minut na lekcji.
Czyli w wersji optymistycznej mamy 0.5h *16 = 8h na nauczanie państwa pociech
fizyki w ciągu roku.Jeżeli ktoś uważa ,że nie jest to parodia to gratuluję
samopoczucia. Co więcej kiedyś bylo 3 lata fizyki w szkole podstawowej , gdzie
uczeń dowiadywał się zupełnych podstaw jak dźwignie , magnesy prawo archimedesa
itp, a potem 4 lata w liceum była poważna fizyka w rozsądnym czasie, gdzie o
dziwo był czas i miejsce na pokazy eksperymentów i dyskusje problemów.
Jakiś programowy geniusz z ministerstwa wymyslił,że obecnie najpierw przez 3
lata gimnazjum uczymy się wszystkiego wszystkich działów fizyki za wyjatkiem
relatywistyki , a później przez dwa i pół roku liceum uczymy się jeszcze raz
tego samego + relatywistyka w czasie jeszcze krótszym (3/4 czasu). Jest to
jawna kpina bądź sabotaż. Chyba chodzi tylko o to by większośc do fizyki zrazić
bądź udowodnić im ,że to jest czarna magia niemożliwa do nauczenia się.
Naprawdę nie ma w tym winy nauczycieli z reguły są dobrzy lub bardzo dobrzy
robią co mogą ale dostali zadanie niewykonalne realizację programu w zakrótkim
czasie. Nie ma winy autorów podręczników, naprawdę niektóre są wspaniałe.
Jest t5u ewidentna wina ministerstwa , które nic sobie nie robi z apelów i
analiz Polskiego Towarzystwa fizycznego.
Jaka jest skala durnoty ministerialnej niech pokaże przykład. Lekcja według
programu opracowanego przez metodyków ( ale to nie ich wina) i zatwierdzona
przez ministerstwo. Do realizacji przewidziano dwadzieścia pare punktów, każdy
jest omówieniem jakiegoś pojęcia bądź umiętności . Jeden z punktów brzmi rola i
znaczenie odkrycia Mikołaja Kopernika. Dwadzieścia parę punktów do dyspozycji
30 minut. Średnio mamy 80 sekund na realizacje punktu.
PROSZE PAŃSTWA, UPRZEJMIE INFORMUJĘ ,ŻE PANOWIE MINISTROWIE PRZEWIDZIELI NA
REALIZACJĘ PUNKTU ROLA I ZNACZENIE ODKRYCIA mIKOŁAJA KOPERNIKA , 80 SEKUND.
Mikołaj Kopernik największy polski uczony dostał 80 sekund w programie
gimnazjum od ministerstwa. To jest skala problemu pod tytułem fzizyka wszkole
średniej w Polsce.



Temat: Świat czarodziejów, a II wojna światowa ....
a_weasley napisał:

> kora3 napisała:
>
> > wspomniane jego zwyciestwo nad czaroksieznikiem Grindenwaldem w 1945 roku
> ,
> > która to data jest data zakończenia wojny, ale nic poza tym o tym nie ma.
> A
> > tymczasem sądzac po dyskusjach premierów przedstwionych w VI czesci wszel
> kie
> > kataklizmy są omawiane pzrez ministra magii z premierem Wielkiej Brytanii
> .
>
> Omawiane - to chyba za mocno powiedziane, jak i "wszystkie". Powiem więcej,
> autorka z właściwą sobie beztroską zapomniała, co pisała w III tomie po ucieczc
> e
> Syriusza.

Odnopsłam wrazenie, ze jednak były omawiane , świadczy o tym chociazby rozdział
na początku VI tomu, w którym wyraźnie jest powiedziane,z e KAZDY nowy premier
Wielkiej Brytanii jest natychmiast odwiedzany przez ministra magii. W tym
rozdziale wyraźnie napisane jest, ze obecnyt premier miał wielokroć konbtakt z
Konotem , a potem z jego następcą.

>
> > odbite od Harrego. Lata 70 - 80 nie są najgorsze w dziejach ani swiata, a
> ni
> > WLK. Brytanii,
>
> Są natomiast czasem wielu katastrof i kataklizmów, a także zamachów
> terrorystycznych. To czas Czerwonych Brygad i grupy Baader-Meihof, eksplozji
> gazu w Rotundzie i w Los Alfaguez, awarii elektrowni atomowej w Harrisburgu...

W porządku, ale mimo wszystko to nie mzoe sie równać z pożogą wojenna na niemal
całym swiecie ...

>
> > nawet jeśli przyjąc, ze V przyszedł na swiat ok. 20 roku,
>
> Voldemort w chwili otwarcia Komnaty (1942 lub 1943) miał 15-16 lat, czyli
> urodził się między 1926 a 1928.

No to tym bardziej ... Kiedy nazisci doszli do władzy w Niemczech był malcem ...

>
> > Jes.iby był w czasie wojny sojusznikiem Grindewald D by o tym wiedział.
>
> A niby skąd? I jak się takie sojusznictwo ma objawiać w wykonaniu nastoletniego
> ucznia brytyjskiej szkoły z internatem?

No włanie nijak nie mogloby się objawiać:) Ale skoro Dumbledorrezwycieżył tego
Grindewalda to zapewne, o ile tamtem miał sojuszników w magicznym swiecie
musiałby o nich, jako poteżny czarodziej wiedzieć. Co do tego, ze V nie miał z
II wojną nic wspólnego raczej nie ma wątpliwosci - był w tym czasie uczniem w
Hogwardzie. Rozpoczał nauke rok przed, albo w roku kiedy nastąpila inwazja na
Polskę. W opisach z tych lat i wspomnieniach D i innych, do których wraz z
harrym powraca brak jakiejkolwiek wzmianki o wojnie w siwiecie mugoli.
Tymczase, swiat czarodziejów, choć nie jest zależny od swiata mugoli,
przenikania weń, a mugolski odwrotnie.

>
> > A skoro G przegrał jego zwolennik nigdy nie przylazły do Hogwardu prosić
> o
> posadę...
>
> Brak dowodu.

hmmm no nie wiem ... To zcysto teoretyczne rozważanie, bo wiadomo, ze TR czy V
nie mogl sprzyjac Grinewaldowi jakoś czynnie, jako uczeń. Ale gdyby był wówczas
dorosły i stal pop jego stronie obstawiam, ze D wiedziałby o tym, raz dlatego,
ze to potezny czarodziej, dwa dlatego, ze tegoż G pokonał ..




Temat: mamy z warszawy pomóżcie bo oszaleję;)
Wydaje mi się, że mylisz skutek z przyczyną....

Powodem tego że wymienione przez Ciebie szkoły pojawiają się jako
rekomendowane, nie wynika z tego ze piszące mamy są "nawiedzone",
wynika on raczej z faktu, że w obecnym kształcie systemu rekrutacji
do gimnazjów (przynajmniej w W-wie) są to te szkoły które rekrutacje
mogą prowadzić oficjalnie. Tylko szkoły niepubliczne, a ze szkół
publicznych szkoły z odziałami dwujęzycznymi lub prowadzace klasy z
innymi uzdolnieniami (sportowe, artystyczne itp)-mogą oficjalnie
taką rekrutację prowadzić. Skoro prowadzą rekrutacje, to kryterium
przyjęcia to wyniki w nauce (+w przypadku szkół wymagających
uzdolnień, test kompetencji tych uzdolnień)-skoro wyniki w nauce
decydują o przyjeciu-to przyjmowane są najlepsze dzieci-a skoro
chodzą do szkoły dzieci najlepsze to szkoła osiąga bardzo dobre
wyniki. No i to jest taka samonakręcająca się spirala.

Inne szkoły, czyli tzw gimnazja rejonowe, też jakoś przyjmuja dzieci
spoza rejonu, ale jak ? To już jest jakaś magia i tak naprwdę nie
wiadomo. W zeszłym roku był chyba taki przypadek że jakaś szkoła
tak półoficjalnie wprowadziła jakieś zasady i rodzice zaskarżyli to
i cała ta rekrutacja została odwołana, bo szkole publicznej poza
wymienionymi przeze mnie jak widać doboru kandydatów nie wolno
prowadzić (choć ja nie mam pojęcia jak dzieci spoza rejonu są
przyjmowanbe ? a że są to też wiadomo, ale jak ????)

Napewno są dobre gimnazja rejonowe, i z pewnością jeśli ktoś pod
takie gimnazjum podlega o tym wie (i cieszy się że ma takie
szczęście). Tylko że do takiego gimnazjum dostać się najpewniej
jest poprzez meldunek w rejonie. A to moim zdaniem jest cholernie
nieetyczne i niemoralne. Jeśli ktoś szuka lepszego niż swoje własne
gimnazjum, i chce to zrobić oficjalnie to pozostaje mu wzięcie pod
uwagę tych samych szkół o których wszyscy tu piszą.

Na forum starsze dziecko, jedna mama z Niemiec pisze o tym jak to
jest tam z rekrutacja do gim. Gimanazja oficjalnie sa na różnym
poziomie (Matko !!! co by to było gdyby taką segregację poziomów
szkół wprowadzić u nas ??? chyba Ministra Edukacji zjedzono by na
surowo...), i to nauczyciel ze szkoły podstawowej rekomenduje (a w
praktyce wyznacza, bo bez rekomendacji trudno aspirować na wyższy
poziom) do jakiego poziomu szkoły dziecko powinno aspirować.

U nas też coś takiego zachodzi, tylko to rodzice są
tymi "rekomendującymi" i to oni dbają o to gdzie dziecko powinno
aspirować i tzw "wolna konkurencja". Tylko niestety tych o wyższym
poziomie gimnazjów, nie ma wiele (w każdym razie tak mało ze cały
czas na forum obracamy się wokół tych samych...), stąd ta
konkurencja jest taka zabójcza (żeby się dostać do gim 2 języcznego
trzeba mieć określoną średnią i wynik ze sprawdzianu rzeczywiście na
absurdalnie wysokim poziomie). De facto między tymi "wybierającymi
sobie uczniów" szkołami a pozostałymi powstaje jakaś niebotyczna
przepaść, pogłębiająca się z roku na rok. (i tak dobrze ze choć
trochę tych "lepszych" szkół jest, bo jak pokazuje historia Reytana,
nie wszyscy mieli ochotę aby takie nierejonowe gimnazja istniały)

System rekrutacji do liceum jest lepszy-to że od kilku lat są
publikowane progi jakie obowiązuja do przyjęcia, i to że system jest
demokratyczny i przeznaczony dla wszystkich !!!! liceow, i to na
takich samych jasnych i klarownych zsadach (zdajsie ze tylko klasa
eksper ze Staszica ma inne reguły)-powoduje to że dzieciak naprawdę
super uzdolniony może wybrać sobie któreś z topowych liceow (od 150
punktów w góre), a dziecko przecietne wie ze moze isc np do lieceu z
progiem 120. To jest wedlug mnie uczciwe i dobre dla wszystkich.

Moim zdaniem dobra szkoła jest dla dziecka wtedy jeśli odpowiada
dziecka poziomowi, możliwościom, aspiracjom. Tylko jeśli rekrutacja
bedzie powszechna to bedzie można dobierać szkołe do swojego poziomu.
Niestety dopoki rekrutacja do gimnazjów nie będzie powszechna, i
dopóki tylko promil gimnazjów będzie taką rekrutacje prowadzić to
raczej tego rozziewu między tymi topowymi gimnazjami a resztą się
nie zlikwiduje. No i niestety dopóki to się nie zmieni będziesz
Kkokos wciaz cztac o tych samych szkołach na warszawskich forach
internetowych....





Strona 3 z 4 • Znaleziono 148 wyników • 1, 2, 3, 4